piątek, 23 stycznia 2009

Czy Lovecraft był rasistą?

Gonzo podesłał mi pewien link. Mądrala z Gazety Wyborczej opisuje biografię HPL-a, koncentrując się głównie na tym, czy pisarz był sfrustrowanym rasistą, czy nie. Problem tkwi jednak w tym, nie jakie poglądy przedstawiał sobą Samotnik z Providence, ale to, jak prezentowały się one na tle epoki.

Zacznijmy od tego, że spojrzymy przez chwilę na twórczość Lovecrafta. Zasadniczo dzieli się ona na dwa etapy: pierwszy to cykl związany z Krainami Snów, który tworzony był pod wpływem opowiadań Lorda Dunsany, a zwieńczeniem jego jest "Dream-Quest of Unknown Kadath", drugim zaś utwory tworzące właściwe Mity Cthulhu.

Opowiadania i nowele, które powstały w początkowym okresie charakteryzują się marzycielską otoczką, dziwną eteryczną rzeczywistością i brakiem nadnaturalnego horroru, jakim później epatował HPL. Co więcej, w Krainach Snu nie jest obecna beznadzieja, mrok i poczucie zagłady, jakie można znaleźć w Mitach. Uważny czytelnik zauważy jednak, że rolę "złych" w tej kategorii opowiadań pełnią istoty, które dalekie są od anglosaskiego typu urody. Oczy mają zwykle skośne (Azjaci?), twarze bulwiaste lub niewykształcone (typ negroidalny?) lub charakteryzują je deformacje.

W opowiadaniach o Mitach ta polaryzacja jest jeszcze wyraźniejsza. Wyznawcami WQielkich Przedwiecznych są czarni lub Azjaci("Call of Cthulhu"), wykonawcami ich woli bywają arabowie ("Horror in the Red Hook"). Imigranci trudnią się kradzieżą lub rozbojem ("Terrible Old Man") lub wegetują w oparu zabobonów, nie zdolni dorównać pierwszym mieszkańcom i potomkom Ojców-Założycieli ("Dreams in the Witch-House"). Przykłady można by mnożyć, a znajdują się praktycznie w każdym opowiadaniu. Wyjątkiem od tej reguły są "Case of the Charles Dexter Ward", gdzie "złym jest" stary czarodziej, Anglo-Sas, który zbiegł z Salem, "Dunwich Horror", (Stary Wheataley to potomek pierwszych osadników, ale ze zdegenerowanej gałęzi rodu) i wreszcie Stary Marsh, który do Innsmouth przywiózł kult Istot z Głębin ("Shadows over Innsmouth").

Należy sobie zadać pytanie, skąd takie przesłanki u pisarza i przekonanie o wyższość białej, anglo-saskiej rasy. Po pierwsze HPL-a wychowano w dziewiętnastowiecznym duchu, wedle którego spoczywało na nim "brzemię białego człowieka", który jako wyżej rozwinięty miał cywilizować inne ludy, nieść im światło kultury i cywilizacji. Takie przekonanie, było powszechnie akceptowane i uważane za jak najbardziej słuszne i sprawiedliwe, zaskutkowało epoką kolonializmu.
Co więcej, początek dwudziestego wieku w stanach Zjednoczonych to epoka rodzącego się nacjonalizmu i ksenofobii. Napływ imigrantów i kryzys gospodarczy spowodowały, że dotychczasowa pozycja i styl życia "starych obywateli" uległ marginalizacji i zachwianiu. Ludzie ci nieśli ze sobą inną religię, poglądy i tradycje, które częstokroć były sprzeczne z post-purytańskim wychowaniem. Trzeba pamiętać, że lata dwudzieste to moment, w którym odradza się Ku Klux Klan (jako the Knights of the Ku Klux Klan), organizuje wielotysięczne marsze na Waszyngton i wystawia w łonie partii demokratycznej swojego kandydata na kandydata na prezydenta!

Patrząc z naszej perspektywy, standardów, przekonań i poprawności politycznej, tak, HPL był rasistą.
Jeżeli spojrzeć na jego twórczość i przekonania z szerszej perspektywy, biorąc pod uwagę epokę w jakiej żył, jej realia i wychowanie jakie odebrał,. był normalnym konserwatywnym członkiem społeczeństwa. Jeżeli głosował w wyborach i obchodziła polityka, to zapewne popierał Demokratów.

Nie oceniajmy HPL-a wedle naszych standardów i miar, bo całkowicie do niego nie przystają. Równie dobrze moglibyśmy kręcić nosem na składaka braci Wright, ponieważ nie serwują w nim drinków, nie ma DVD on demand i klimatyzacji. Spoglądając na twórczość pisarza, trzeba poznać jej kontekst, żeby dopiero później doszukiwać się drugiego dna i zawoalowanych aluzji.

8 komentarzy:

  1. Książka Houellebecqa "H. P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu" jest w ogóle szmirą kompletną. Facet chyba nie przeczytał niczego z twórczości HPLa, a tym tekstem (zresztą dość starym, bo z 1991 roku) chciał w łatwy i tani sposób narobić hałasu. Ten Francuz nie rozumie HPLa i doszukuje się w jego opowiadaniach rzeczy, których tam nie ma. Nazwanie go (jak w pierwszych słowach artykułu z Gazety) literackim hochsztaplerem jest bardzo delikatne. Jeśli znacie i lubicie twórczość HPLa, omijajcie tę książkę z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z rasizmem pisarzy pulp fictions było tak, że żyli sobie w czasach, gdy w US, zwłaszcza na południu, rasizm był czymś powszechnym. Pamiętam świetny tekst Fritza Leibera o rzekomym rasizmie Boba Howarda i powiem tak: wszyscy fantaści skupieni wokół REH czy HPL byli ludźmi oświecenia w porównaniu z Average Joe w tamtych latach. Oni raczej wykorzystywali różnice rasowe w celu budowania nastroju obcości i tajemnicy, jakiej doświadczali ich anglosascy hero. Wiecie - prymitywizm Czarnego Ludu, Słowianie jako zabobonna rasa z rubieży Europy i pogańskie kulty irlandczyków.

    R. E. Howard (wczoraj były jego urodziny btw) napisał opowiadanie o czarnoskórym bokserze, z lekkim posmakiem uprzedzeń południowców, ale i z dużą sympatią do tego bohatera. Zamknął tym samym gęby współczesnych mu krytyków. Dziś tacy would-be-journalists, których Paladynie cytujesz są po prostu kretynami bez minimalnej znajomości historii tej literatury i realiów w jakich powstawała.

    Suma: Rasizm? Do pewnego stopnia tak, ale na pewno nie jako światopogląd pisarzy pulpy tylko środek estetyczny i element budujący klimat ich utworów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry tekst. Ciesze sie ze moglem jakos zainicjowac jego powstanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brednie lewicowego "humanisty" który by poprzez dzisiejsze szkiełko oceniał ludzi z poprzednich epok i wystawiał im cenzurkę

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Jarl: tak wczoraj świętowałem :-). Przypomniałem sobie jakoś wieczorem i przejrzałem moje ulubione opowiadania.

    @ Gonzo: zapisałeś się w annałach :-)

    @ Luc: masz zupełną rację. Podpisuję się pod tym mackami, z "niemożliwą do podrobienia barbarzyńską zamaszystością".

    Tak jak powiedziałem Gonzowi, nadinterpretacje krytyków są tyleż durne, co ich autor chce się wykazać. Swego czasu Parowski przed pokazem "Alien" powiedział, że to film o strachu przed komunistyczną infiltracją. Obśmiałem się jak fretka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja powiedziałbym, że np. poniższy wierszyk jest rasistowski nawet jak na tamte czasy:

    When, long ago, the gods created Earth
    In Iove's fair image Man was shaped at birth.
    The beasts for lesser parts were next designed;
    Yet were they too remote from humankind.
    To fill the gap, and join the rest to Man,
    Th'Olympian host conceiv'd a clever plan.
    A beast they wrought, in semi-human figure,
    Filled it with vice, and called the thing a nigger.

    H.P. Lovecraft

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Ausir: owszem, jest rasistowski, ale niestety biali (a zwłaszcza biali Amerykanie) takie właśnie wtedy mieli poglądy na świat i kwestie rasy. Takie były czasy i tylko bardzo wybitne jednostki potrafiły się zdobyć na sprzeciw wobec panujących poglądów. Co więcej, Afroamerykanie w sporej części też byli wtedy rasistami, bo był to jedyny porządek świata jaki znali i innego sobie nie wyobrażali.

    OdpowiedzUsuń
  8. A coż jest tak złego w czyimś umiłowaniu własnej rasy, że wszyscy zadają sobie tyle trudu aby wytropić takie wątki? Uwczesne czasy charakteryzowały się tym, że ludzie nie musieli się kryć z sympatią do własnej rasy, więc ją jawnie okazywali. Teraz próbuje się pisarzy tamtych czasów albo oczerniać albo wybielać wciąż i wciąż stosując obecne "standardy". Wynika to chyba z nudy albo głupoty, sam już nie wiem.
    A to, że Gazeta Wyborcza czepiła się tego wątku akurat mnie nie dziwni, bo każda pochwała białej rasy jest pogardliwa dla pochodzenia ich redaktorów :P

    OdpowiedzUsuń