piątek, 26 kwietnia 2019

Carska sprawiedliwość - Masque of the Red Death w Warszawie część 2

Dziś powracam do tego, co wydarzyło się szkarłatnym odpowiedniku dziewiętnastowiecznej Warszawy. Druga część artykułu skupi się na opisie fabuły, tym co chciałem osiągnąć podczas przygody i tym, jak to wyszło. Będzie przypominała po trosze raport o sesji, aczkolwiek niezbyt szczegółowy, o wydarzeniach w przygodzie napiszę w ostatniej notce. Co się dzieje na sesji, zostaje na sesji.

środa, 17 kwietnia 2019

Carska sprawiedliwość - Masque of the Red Death w Warszawie część 1

Kiedy myślimy o grach fabularnych osadzonych w epoce wiktoriańskiej, pierwsze co nam przychodzi do głowy to wilgotne i mgliste zaułki Londynu. Później myślimy o Nowym Jorku, Czarnej Afryce, egzotycznych zaginionych miastach w dżungli, korkowych kaskach i brytyjskich odkrywcach. Ja tymczasem wychowywałem się na nie na Tolkienie czy Howardzie, a na przygodach Tomka Wilmowskiego, dopiero później usłyszałem o Draculi, potworze Frankensteina czy wyspie doktora Moreau.

Nie twierdzę, że "od zawsze" planowałem poprowadzić w dziewiętnastowiecznej Warszawie, choć... od momentu, gdy położyłem ręce na pudełkowej wersji Masque of the Red Death ta myśl gdzieś tam kiełkowała. Zwłaszcza, że aż się o to prosi, ponieważ Kuba Rozpruwacz, Aleister Crowley czy doktor Jeckyll/Pan Hyde mogliby mieć swojskie odpowiedniki. Wystarczy tylko poszukać...

sobota, 9 marca 2019

Opuszczone światy?

Obserwuję sobie ostatnio to, co się dzieje w świecie Dungeons&Dragons i jego cyfrowym odbiciu. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem siły, która powinna zostać kolejnym żywiołem (lub powinna zastąpić ogień, który jak wiedzą hobgobliny, jest reakcją chemiczną). Tym kolosem jest coś, co odczuwamy wszyscy, osiągnąwszy pewien wiek. To bóle w dolnej części krzyża... a nie, to nie ten blog. To nostalgia.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Sandbox jest do niczego... albo nie dla każdego

"Tu się na zamku zrobił ruch, już zbiega się rycerstwo!", jak pisał nieodżałowany Andrzej Waligórski w jednej z ballad o imć Dreptaku. To zdanie skojarzyło mi się z leciuteńkim fermentem, jaki zrobił się w komentarzach pod moim poprzednim wpisem. Jego efektem były dwa (usunięte już przez autora) komentarze Jarla oraz ciekawa rozmowa z Shockwavem. Abstrahując od emocji, postanowiłem napisać, dlaczego nie uważam sandboxa za "szczytową formę RPG", a uważam za prowizorkę, która do niczego nie prowadzi. Bo niestety, daliśmy sobie wmówić, że sandbox jest cacy, a railroad zły, a tymczasem wcale tak nie jest. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś po środku.

środa, 14 listopada 2018

Szkarłatna Maska Warszawy - sesja 0

Jak zapewne wiecie, jakiś czas temu wziąłem rozbrat  RPG. Nie minął do końca, nie angażuję się w granie tak, jak kiedyś, ale po trosze wróciłem. Wędrówki w inne rejony zainteresowań, daleko poza naszą niszę, zaowocowały pewnymi przemyśleniami, a owocami tych jest drużyną, którą kompletuję.

Po pierwsze, uznałem, że gry powinny o czymś opowiadać pod płaszczykiem zabawy. Koniec z durnymi "lochotłukami" czy bezsensownym i bezcelowym szwendaniem się po mapie. Jeśli RPG to tak wysoka forma rozrywki, to powinna coś ze sobą nieść.

Po drugie, kulminację znalazł proces, którym narastał we mnie od bardzo dawna. Drażniły mnie nielogiczności światów gier, brak następstw poczynionych założeń i wszechobecny handwaving. (a także dewaluacja skali czasowych, gdzie żeby cokolwiek mogło być zapomniane w pomroce dziejów, trzeba było tysięcy lat).

Po trzecie, uważam, że gry powinny przekazywać jakąś widzę: o astronomii, historii, obyczajach, życiu społecznym, codziennym czy politycznym. Prowadzący podczas przygotowań, a gracze podczas sesji powinni się czegoś nauczyć. *

Oto, co z tego wyszło...

piątek, 7 września 2018

Pocztówki z Barovii....

To ta pora roku...
Kiedy nadchodzi wczesna jesień zawsze mnie korci, żeby wrócić do Ravenloftu. Pewnie dlatego, że kiedy myślę o Barovii, to widzę ją właśnie w złoto-żółto-brązowej szacie liści. Ogromną inspirację stanowiła dla mnie wycieczka firmowa na Kielecczyznę z 7 lat temu, kiedy to zobaczyłem piękne, różnokolorowe pola na zboczach pogórza. W ogóle, Ravenloft, a Barovia, Invidia, Kartakass, Borca jawią mi się jako bardziej "słowiańskie fantasy" niż gotycki horror. Nie mówię, że powinniśmy wprowadzać tam Wielką Lechię, ale nadać przygodom bardziej zaściankowy, folklorystyczny nastrój. Taka przynajmniej była moja ostatnia przygoda w Krainie Mgieł, którąś, choć od jej poprowadzenia minęło już kilka lat, nadal miło wspominam i bardzo sobie cenię.

Ostatnimi czasy prowadziłem zresztą bądź w Barovii, bądź dla odmiany w Richemulot, czyli pewnym jej przeciwieństwie. Gdzie ta pierwsza domena jest rustykalna, zacofana, wiejska, zabobonna i dość kameralna, tam ta druga to tłoczne głównie miasto pełne kontrastów, biedne i pełne zbytku, brudne i lśniące bogactwem, śmierdzące z rynsztoków i przyprawiające o mdłości pachnidłami. Jeśli w Barovii problemem jest izolacja i samotność i skazanie, w Richemulot bohaterowie są wśród ciżby, tłumu i ścisku, jednak i tu i tam skazani na własne siły. Na Barovii długim cieniem kładzie się obecność hrabiego von Zarovitcha, w Richemulot zagrożeniem są anonimowe i zakulisowe wpływy pewnego klanu...

Tak, mam ochotę zobaczyć, co skrywają Mgły...

sobota, 28 lipca 2018

Jak w greckiej tragedii...

W greckiej tragedii bohater jest skazany na podjęcie wyboru, który okaże się zgubny w skutkach. Może układać plany, może uciekać się do najprzemyślniejszych wybiegów, ale efekt zawsze będzie taki sam - tragedia.

W podobnej sytuacji znalazło się wydawnictwo Wizards of the Coast, kiedy wydawszy piątą edycję Dungeons&Dragons jego włodarze podjęli decyzję o tym, by nie kontynuować tradycji zapoczątkowanej przez TSR i nie publikować settingów. Po latach czwartoedycyjnej smuty, pathfinderowej schizmy i OSR-ego rozłamu chciano pod jednym sztandarem zgromadzić wszystkich tych, którzy kochali D&D, nie dzieląc ich, nie prowadząc do podziałów, a spajając w jedną grupę.

Tali stan rzeczy trwał przez 4 lata, choć w międzyczasie otrzymaliśmy kilka minisettingów, związanych głównie z wydawanymi przygodami: mój ukochany Ravenloft pod postacią Barovii, parny Chult czy Forgotten Realms, w którym osadzono gros z przygód. Sytuacja nabrzmiewała i dojrzewała do tego, by jednak opublikować jakiś setting i 23 lipca dostaliśmy je... a nawet dwa. I nie była to dobra decyzja...