piątek, 13 września 2019

Przeciwko klątwie Strahda

Curse of Strahd to wydana jakiś czas temu kampania do 5 edycji Dungeons&Dragons. Wprowadziła ona do gry Barovię, zagubioną pośród mgieł krainę, domenę diabolicznego hrabiego von Zarovicha, a także przybliżyła młodszemu pokoleniu graczy koncepcję Ravenloftu. Moi czytelnicy wiedzą, że to setting najbliższy memu sercu, jeden z tych elementów, które sprawiły, że pokochałem AD&D i związałem się z RPG.

Poniższy tekst nie będzie recenzją kampanii, nie będzie też zapisem z jej rozgrywania. To raczej rzut oka na ewolucję Ravenloftu przez pryzmat tego, jak pokazuje się Barovię i kilka uwag od "żywej skamieliny", bo chyba w takiego zgreda się zamieniam, sądząc po tym, co mam do napisania.

W tekście mogą znajdować minimalne spoilery fabuły i dość znaczące dotyczące konstrukcji świata gry.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Aladyn, czyli Al-Qadim na dużym ekranie


Wczoraj niespodziewanie miałem wychodne, więc postanowiłem spróbować nadrobić kinową zaległość czerwca, czyli "Aladyna". Ku swojemu zdziwieniu przekonałem się, że wciąż jest w kinach, które nie odwołują seansu, bo widzów na widowni jest mniej niż troje. 

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Carska sprawiedliwość - Masque of the Red Death w Warszawie część 3

Dziś kończę cykl, w którym przybliżam kampanię w Masque of the Red Death, którą osadziłem w carskiej Warszawie. Poprzednie części poświęciłem w zasadzie wszystkiemu oprócz fabuły, dlatego dzisiejsza odsłona będzie czymś w rodzaju raportu z sesji. Z góry jednak ważna uwaga: nie chcę specjalnie wnikać w pewne szczegóły i po niektórych "prześlizgnę się", bowiem mogą one mieć znaczenie w kolejnych przygodach, które, mam nadzieję, nastąpią na jesieni. Zapraszam zatem do złożenia wizyty w Kraju Nadwiślańskim, który tylko pozornie cieszył się spokojem i rozwojem w przedostatniej i ostatniej dekadzie XIX wieku. Tam, gdzie nie sięgało światło latarni gazowych, za drzwiami bogatych pałaców, za fasadą pobożności i moralności, kryło się ciemniejsze i bardziej tajemnicze oblicze Warszawy.

piątek, 26 kwietnia 2019

Carska sprawiedliwość - Masque of the Red Death w Warszawie część 2

Dziś powracam do tego, co wydarzyło się szkarłatnym odpowiedniku dziewiętnastowiecznej Warszawy. Druga część artykułu skupi się na opisie fabuły, tym co chciałem osiągnąć podczas przygody i tym, jak to wyszło. Będzie przypominała po trosze raport o sesji, aczkolwiek niezbyt szczegółowy, o wydarzeniach w przygodzie napiszę w ostatniej notce. Co się dzieje na sesji, zostaje na sesji.

środa, 17 kwietnia 2019

Carska sprawiedliwość - Masque of the Red Death w Warszawie część 1

Kiedy myślimy o grach fabularnych osadzonych w epoce wiktoriańskiej, pierwsze co nam przychodzi do głowy to wilgotne i mgliste zaułki Londynu. Później myślimy o Nowym Jorku, Czarnej Afryce, egzotycznych zaginionych miastach w dżungli, korkowych kaskach i brytyjskich odkrywcach. Ja tymczasem wychowywałem się na nie na Tolkienie czy Howardzie, a na przygodach Tomka Wilmowskiego, dopiero później usłyszałem o Draculi, potworze Frankensteina czy wyspie doktora Moreau.

Nie twierdzę, że "od zawsze" planowałem poprowadzić w dziewiętnastowiecznej Warszawie, choć... od momentu, gdy położyłem ręce na pudełkowej wersji Masque of the Red Death ta myśl gdzieś tam kiełkowała. Zwłaszcza, że aż się o to prosi, ponieważ Kuba Rozpruwacz, Aleister Crowley czy doktor Jeckyll/Pan Hyde mogliby mieć swojskie odpowiedniki. Wystarczy tylko poszukać...

sobota, 9 marca 2019

Opuszczone światy?

Obserwuję sobie ostatnio to, co się dzieje w świecie Dungeons&Dragons i jego cyfrowym odbiciu. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem siły, która powinna zostać kolejnym żywiołem (lub powinna zastąpić ogień, który jak wiedzą hobgobliny, jest reakcją chemiczną). Tym kolosem jest coś, co odczuwamy wszyscy, osiągnąwszy pewien wiek. To bóle w dolnej części krzyża... a nie, to nie ten blog. To nostalgia.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Sandbox jest do niczego... albo nie dla każdego

"Tu się na zamku zrobił ruch, już zbiega się rycerstwo!", jak pisał nieodżałowany Andrzej Waligórski w jednej z ballad o imć Dreptaku. To zdanie skojarzyło mi się z leciuteńkim fermentem, jaki zrobił się w komentarzach pod moim poprzednim wpisem. Jego efektem były dwa (usunięte już przez autora) komentarze Jarla oraz ciekawa rozmowa z Shockwavem. Abstrahując od emocji, postanowiłem napisać, dlaczego nie uważam sandboxa za "szczytową formę RPG", a uważam za prowizorkę, która do niczego nie prowadzi. Bo niestety, daliśmy sobie wmówić, że sandbox jest cacy, a railroad zły, a tymczasem wcale tak nie jest. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś po środku.