środa, 6 listopada 2013

Bohaterowie Neverwinter - Zaginiona Korona Neverwinter #7

Siódme spotkanie od początku rodziło się w bólach. Mieliśmy zmienić termin spotkań, aby wszyscy dotychczasowi gracze byli w stanie się pojawić, potem okazało się, że z przyczyn rodzinnych na cały tydzień byłem wyłączony ja. Koniec końców udało się zagrać, ale drużyna była niezwykle okrojona. Na spotkaniu pojawiły się tylko dwie osoby, Don podjął się prowadzenia dwojga bohaterów.


Bohaterowie i gracze
Keira - elfrogue (thief) - Ghash
Hagen - human, cleric (strom warpriest) - Don
Fargrim, dwarffighter (slayer) - Don

Sesję zaczęliśmy od przypomnienia tego, co się działo na poprzednich i rozdzieleniu skarbów. Oprócz dwóch magicznych przedmiotów, jakimi wykupił się Charl, bohaterowie trzymali od Harfiarzy dwie mikstury leczenia. Spędziwszy noc w gospodzie "Tysiąc Twarzy", bohaterowie wstali około południa, nieśpiesznie zjedli śniadanio-obiad i przygotowali się do drogi.

W międzyczasie pojawiła się Seldra, potwierdzając doniesienia, że wejście do podziemnej kryjówki Zdechłych Szczurów znajduje się na terenie dawnej przystani łodzi promowych. Po wybuchu wulkanu, rzeka wdarła się wzdłuż kanałów, które wiją się przez miasto i utworzyła rozległe jezioro, zalewając też park. Budynek wznosił się nad jednym z dawnych kanałów, w jego pobliżu.

Pod wieczór bohaterowie wyruszyli na przeszpiegi. Park okazał się być nielichym i dużym rozlewiskiem, w którym panowała przedziwna atmosfera. Drzewa wyrastały z wody, roślinność fosforyzowała dziwnym blaskiem. Czy ów efekt był związany z dziwnymi minerałami, jakie osiadły na dni po wybuchu, czy też może bliskością z Zielonym Cieniem (Feywild*), tego nie sposób było ocenić.

Bohaterowie szli ostrożnie i uważnie się rozglądali. Takie postępowanie okazało się bardzo słuszne. Gdy dotarli w okolice przystani, spostrzegli dwie przedziwne postacie. Na wpół ludzkie, na wpół roślinne, siedziały, ni to wtopione, ni to zrośnięte z drzewami. Zamiast włosów na głowach porastał mech, z ciał sterczały gałęzie i sęki. Budynek wydawał się być pusty,m ale widać było, że za dnia jest używany.

Gdy bohaterowie weszli na pień, po którym można było się przeprawić przez rozlewisko i dotrzeć do przystani, stwory rzecz jasna ożyły. Ruszyły w stronę bohaterów biegiem, a kiedy były naprawdę blisko... znikły. Jakby nie dość tego, krzewy za plecami drużyny ożyły i zaczęły ich smagać gałęziami, a z przodu pojawiły się nader wojownicze chochliki.

Teoretycznie walka miała być prosta i łatwa, a nawet zabawna. Nic bardziej odmiennego. Fey okazały się twardymi przeciwnikami. Choć połowa z nich była Minionami, zdoałały powalić zaróno Fargrima jak i Hagena! Keira, któa swoją mobilnością i dużą iloscią ataków zadawała najwięsze straty, na koniec walki słąniała się na nogach. Mimo zmniejszenia ilości punktów życia, bohaterowie zaliczyli kolejne bliskie spotkanie z klęską, podobnie jak na Moście wyvernów.

Na szczęście, gdy przeciwnicy zostali pokonani, bohaterowie ożyli, a przeszukując znaleźli trochę złota i magiczny oręż.

* Chodzi mi pogłosie Dzikowróż. Co o nim sądzicie?

2 komentarze:

  1. Zielony Cień brzmi lepiej. Pewnie jednak da się wymyślić coś jeszcze lepszego.

    OdpowiedzUsuń