poniedziałek, 1 lipca 2019

Aladyn, czyli Al-Qadim na dużym ekranie


Wczoraj niespodziewanie miałem wychodne, więc postanowiłem spróbować nadrobić kinową zaległość czerwca, czyli "Aladyna". Ku swojemu zdziwieniu przekonałem się, że wciąż jest w kinach, które nie odwołują seansu, bo widzów na widowni jest mniej niż troje. 


Na seans szedłem mając nadzieję zobaczyć wizualne inspiracje do prowadzenia Al-Qadima i nie zawiodłem się. Dostałem dokładnie to, czego chciałem: obraz bajkowej Arabii, fantasy pustyni, a przede wszystkim orientalnego miasta od pałaców przez bazary po slumsy.
Film jest dość hollywoodzki w kolorystyce i przepychu, co szczególnie czuć w scenie wjazdu księcia Alego do Agrabachu. Will Smith w roli wyluzowanego dżina w zasadzie gram sam siebie, dlatego wychodzi mu to perfekcyjnie. Moją ulubioną postacią była Dalia, służka księżniczki Dżasminy. Mam wrażenie, że skądś ją znam. Zaraz po niej plasuje się latający dywan, który miał w sobie więcej ekspresji niż niejeden aktor ze ścianki celebryckiej.

Film stanowi dobrze wyważoną mieszankę akcji, humoru (i dla dzieci, i dla dorosłych), inspirujących krajobrazów. Nie będzie nudził ani młodszej, ani starszej widowni, choć przyznam szczerze, że momenty śpiewane skłaniały mnie, by szukać przycisku przewinięcia.

Kilka wyniesionych szczegółów, które mogą wzbogacić sesję orientalną:
Wszechobecne oczka wodne na podwórcach wewnętrznych i zewnętrznych. Zwykle na planie ozdobnego krzyża, z fontanna i pływającymi liliami.
Brak szyb w oknach, te zasłaniane są za dnia ciężkimi, nieprzepuszczającymi ciepła kotarami, nocą zwiewnymi firankami.
Przyjrzyjcie się, jak wygląda port w Agrabachu oraz jak miasto schodzi do morza.
Ulice są tłoczne, towary wystawione na wózkach lub drewnianych stojakach. Na straganach piętrzą się stosy przypraw, owoce w koszach. Żebracy, złodziejaszkowi, ulicznicy i „porządni” mieszczanie kupują, targują się i handlują. Kiedy rozbrzmią trąby lub okrzyki straży od razu rozpierzchną się, by ustąpić miejsca „szlachetniejszym”. Różnice społeczne są widoczne na pierwszy rzut oka.
Budynki wzniesione z cegieł obrośnięte są rusztowaniami, murkami z bramami, prowadzącymi na wewnętrzne podwórce. Tam królują krużganki, patery z owocami, ogrody i oczka wodne. Roznosić się będzie zapach nargili i dźwięki sitar.
Miasto powinno mieć kilka poziomów, w zasadzie na każdej kondygnacji wyglądać trochę inaczej i oferować nowe drogi przemieszczania. Schody, drabiny, wystające ze ścian krokwie umożliwią błyskawiczne przemieszczanie, podobnie jak sznury z rozwieszonym praniem. Kryjówkę można znaleźć wśród ogrodów na dachach, w nadbudówkach czy skoczyć ze szczytu wieżyczki na przejeżdżający wóz z sianem.

A na koniec…

Bardzo podobała mi się końcówka filmu i los Dżafara. Sądzę, że takie wytłumaczenie istnienia dżinów może być ciekawym urozmaiceniem dla tych „zwykłych”, powiązanych z żywiołami. Zapewne wprowadzę taką specjalną kategorię w swoich przygodach.

1 komentarz:

  1. Bardzo fajna analiza pod katem Al-Qadima!
    Sam film jeszcze przede mną, ale już i wcześniej chciałem go obejrzeć, a Twoja polecanka jeszcze zwiększyła tę chęć. :)

    OdpowiedzUsuń